czwartek, 21 maja 2015

Przydomowe spa

Każde miejsce ma swoje tajemnice znane tylko tubylcom. O ich istnieniu można zazwyczaj dowiedzieć się w czasie rozmowy z "miejscowymi" lub zbaczając - najczęściej całkiem nieoczekiwanie - z utartych, codziennych ścieżek.
Tak właśnie było z "Kulurą": olbrzymią misą z czarnordzawej wulkanicznej skały zaszytą u stóp sporego klifu, do której z każdą nadchodzacą falą wpływała czysta, krystaliczna i lekko spieniona woda morska o nieziemsko lazurowym kolorze. Jej nazwa wskazywała na kolisty kształt - taki jaki mają okrągły słodki, placek z dziura lub koło do pływania, nazywane właśnie tak po grecku.

Zejście do "Kulury". Halepa, Chania.

Mało kto mógłby spodziewać się takiego widoku w dość żywej, nowoczesnej dzielnicy Halepa na przedmieściach miasteczka Chania. A jednak! Kilka przecznic od głównej ulicy, pusty plac na którym panoszyły się dwie gigantyczne agawy, ostre zejście po betonowych schodkach z drewniana balustradą i oto ona: Kulura, czyli dla wielu mieszkańców Halepy, „przydomowe” spa!

Poranna pogawędka i kąpiel słoneczna.

Pływanie, hydromasaż i poranna gimnastyka.

"Kulura" od razu przypadła mi do gustu. Po pierwsze, była oazą spokoju i relaksu. Praktycznie bez specjalnych przygotowań i nie tracąc czasu potrzebnego na wyjazd na pozamiejską plażę, można było naładować baterie w malowniczym otoczeniu. Po drugie, podobało mi się, że "Kulurę" odwiedzali ludzie praktycznie w każdym przedziale wieku: emeryci, niepracujące kobiety, studenci oraz uczniowie z liceum i gimnazjum. Co ważniejsze, była wspaniałym przykładem, jak mieszkańcy jakiegoś miejsca mogą stworzyć z niczego własną przestrzeń, dbać o nią, cieszyć się i dzielić się nią z innymi. 

Raz, dwa, trzy - skok do wody.


Popołudniowe spotkania z sąsiadami.

Po szkole wszyscy biegna na "Kulurę".


Młodsi i starsi - każdy znajdzie trochę miejsca dla siebie.

Wieczór - dobry czas na zarzucenie spławika.

Między skałami, nad taflą morza, rozciągnięto sprytnie liny. Służą one do podwieszania się w celu złapania oddechu po intensywnym pływaniu, albo ułatwiają ćwiczenia z kategorii aquarobic. Za ławki robią proste dechy położone na kamieniach. Nie zabrakło kilku tradycyjnych drewnianych krzeseł z siedliskiem wyplecionym z trzciny, które można znaleźć w każdym zakatku promenady i skalistego brzegu. 

Do szczęścia mało potrzeba - dwa stare krzesła, trochę słońca, kawałek błekitnego morza i nieba.

Krzesła wkomponowały się całkiem dobrze w pejzaż.

Deska, dwa kamienie i ławka gotowa.

Na jednym z krańców „Kulury” przykleiła się do pionowego klifu zadaszona budka, prowizorycznie sklecona z metalowych rurek i dykt. Wyposażono ją jednak we wszystko, co potrzebne dla plażowiczów: wieszaki na ręczniki i ubrania, lustro z półkami na kosmetyki, ławeczki i dwa plastikowe krzesła ogrodowe i dla milszej atmosfery kilka pluszowych zabawek i obrazków. Nie zapomniano o glinianej misce z wodą dla psów – pewnie tych przychodzacych z właścicielami, a może i bezpańskich.

Plażowa budka. Miejsce to ma swoją duszę i swoich "gospodarzy". 

Za budką, przy mniej stromym zejściu do „Kulury”, można w tym roku zobaczyć kolejne innowacje - mały taras wkomponowany w klifowy brzeg, na którym przygotowano rozkładany stolik i krzesła. Obok tarasu świeżo założony mikroskopijny ogródek na dwa małe oleandry i kilka kaktusów. Całość dopełniją blizniacze kabiny-przebieralnie, prysznic oraz betonowa promenada. Tę ostatnią wybudował i zafundował zarząd dzielnicy, do którego zwrócono się z prośbą i gotowym planem zagospodarowania skalistego wybrzeża. Choć to zwalisty beton o równych brzegach niepasujący do reszty krajobrazu, to jednak tu można ułożyć barwne ręczniki kąpielowe, przygotować wędkę przed połowem, czy skoczyć w sam środek lazurowej „wanny”.  

Nowy tarasik z widokiem na "Kulurę" - niektórzy spedzac tu beda długie godziny.

Ktoś z polskich znajomych, kobieta około 40-ki, powiedziała mi przed laty, że lubi powracać na Kretę, ponieważ wspaniale tam wypoczywa i świetnie się regeneruje. „Kreta to moje prywatne spa” – powiedziała na zakończenie. Faktycznie, każdy tu może znalezć dla siebie jakieś miejsce, gdzie czuje się jak w świątyni „sanus per aqua”. Nie zdziwię się wcale jak ktoś z was, w poszukiwaniu swojego ulubionego spa, zawędruje do „hammamu”, czyli łazni tureckiej, mieszczącej się w starym porcie Chania. Jeszcze przed wiekiem takich łazni było tu kilkanacie, tak jak nakazuje prawo Koranu ......... ale to już całkowicie inna historia........... 

8 komentarzy:

  1. Świetny Blog- takich miejsc jak te naturalne spa właśnie szukam- ozdrowienia czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za miłe słowa - to najlepsza zachęta dla mnie, aby było "więcej" :-) Kreta "stoi" takimi miejscami. Trzeba tylko zjechać z głównych szlaków turystycznych, popytać lokalnych, albo przyjechać poza pełnym sezonem. Również gorąco pozdrawiam.

      Usuń
  2. Zejście do "Kulury" wygląda na bardzo strome, ale też ma swój niepowtarzalny klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Przez to jak dobrze się nie wychylisz z małej asfaltówki zawieszonej nad nią, możesz "Kulury" w ogóle nie zauważyć. Klimat jest niepowtarzalny...ostatnim razem nadleciala para zimorodków, samiec kolorowy, samiczka rudo-plowa jak dookoła skały :-)

      Usuń
  3. Owszem, nie łatwo tam trafić, nawet jak ktoś powie Ci gdzie to jest :) Ale miejsce naprawdę ciekawe! Tęsknię do Chanii...taka spokojna, a z drugiej strony posiada tyle ukrytych atrakcji, że nie sposób się nudzić. A studenci, zwłaszcza Ci z zagranicy ( tak jak ja ;) nazywali to miejsce "natural swimming pool", coś w tym jest! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą co do Chania całkowicie. Tu każdy budynek i kamień to inna historia, a czasem nawet kilka razem. Każdy może znaleźć coś dla siebie w zależności od upodobań, zainteresowań i potrzeb. A "Kulura" jest jedyna w swoim rodzaju! Nie tylko tak wspaniale uformowana przez nature, ale również "dopracowana" z sercem przez mieszkańców Chalepy. Również fakt, ze przychodzi młodzież, tak jak wy, dzieciaki i wspólnie kąpią się z dziadkami i starszymi kobitkami dobrze świadczy o społeczeństwie, że pokolenia nie izolują się od siebie i nikt nikomu nie przeszkadza. Na koniec pozdrowienia dla polskiej Erasmitki :-) Całkiem wielu młodych ludzi z Polski przyjeżdża w ramach Erasmusa i do MAICH, i na Politechnikę - kilka razy miałam okazję porozmawiać z naszymi studentami :-)

      Usuń
    2. Ja właśnie byłam na Politechnice, rok temu, od lutego do czerwca. Większość moich kolegów przyechała na Erasmusa do Chanii trochę z przypadku, ale nie ja :) Miłośniczka Grecji, wszyscy wywalali oczy jak mówiłam, że to mój 13 raz w Grecji...i zapewne nie ostatni. Chania ma specjalne miejsce w moim sercu. Nawet nie potrafię tego opisać. Mam nadzieję, że za jakiś czas znów tam wrócę, ale juz nie na pół roku, ale na dłuzej! :) Wesołych Świąt ! ( u nast to już w Niedzielę :P).

      Usuń
  4. Siężycowa, to masz tak jak ja - ja również tego nie potrafię opisać ;-) Życzę Ci rychłego powrotu na Kretę, a zanim to się stanie, zdrowych i wesołych Świąt :-)

    OdpowiedzUsuń