niedziela, 31 grudnia 2017

Rok 2017

Rok 2017 był dla mnie naprawdę dobry. Bez ekscesów i wielkich rzeczy, ale z pewnymi wydarzeniami, które mnie ucieszyły, zaskoczyły lub były spełnieniem małych, "kreteńskich marzeń". Nie będę pisała o moim prywatnych, czy zawodowych sprawach. Skupię się na Krecie i jej ciągłym poznawaniu. Wybrałam 10 momentów, które zostaną mi w pamięci i za które ten rok uważam za ciekawy.

Moment 1. Wielki śnieg. 

Pierwszy z milowych kroków 2017 roku miał miejsce już na jego samym początku. 7 stycznia zaskoczył nas strasznym śniegiem. Nie tylko padało w górach, ale biały puch zaczął przykrywać dolne partie Krety i na parę godzin dotarł nawet do linii morza - nietypowa sytuacja, jak na nasze śródziemnomorskie klimaty! Ostatni raz tak ostro sypnęło w 2004 roku, gdy jeszcze mieszkałam w Atenach. Jako dość nowa wyspiarka doczekałam się w końcu tej  "prawdziwie białej zimy", która pojawia się na Krecie mniej wiecej raz na dziesięć lat! Teraz już wiem, jak to jest i szczerze mówiąc, wcale mi niespieszo do ponownego oglądania takiej zimy. Śniegu w górach jest przecież co roku pod dostatkiem. Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć zajrzyjcie na fanpage Kolorów Krety, gdzie jest udostępniony również film. 




Moment 2. Święto pasterzy.

Na ten dzień "polowałam" odkąd mieszkałam na stałe na Krecie, czyli od czterech lat. 23 kwietnia to święto pasterzy i rolników. Ich patronem jest święty Georgios, czyli "po naszemu" święty Jerzy. W wiosce Asi Gonia, na granicy subregionu Chania i Rethimno, corocznie święci się stada owiec zanim zostaną one zagonione na hale. Nie tylko w końcu udało mi się tam dojechać w tym wyjatkowym dniu i popstrykać na prawo i na lewo sporo fotek, zobaczyć setki owiec i zapracowanych popów machających nad nimi kropidłami, ale doświadczyłam na własnej skórze, jak to jest przepijać kreteński bimber owczym mlekiem. Mam kaczy żołądek więc jakoś przeżyłam. Osobom "wrażliwym" nie polecam. Moja rada: albo jedno, albo drugie...




Moment 3. Latarnia od środka.

To było moje prawdziwe marzenie. Znaleźć się w samym środku wspaniałej latarni morskiej, symbolu weneckiego Portu w Chanii! Łamałam sobie nieraz głowę, jak tam się dostać. Okazji ku temu jest niewiele. W czasie renowacji wchodzą specjaliści od konserwacji zabytków... doprawdy małe szanse. Los się jednak do mnie uśmiechnął. Raz do roku Urząd Miasta organizuje cykl darmowych wycieczek z przewodnikiem i jest on skierowany nie do turystów, ale do mieszkańców Chanii. Właśnie w ramach takiego zwiedzania otworzono ciężkie wrota latarni!!! Przeżycie niesamowite: wspinać się wąskimi, kamiennymi schodkami w ciasnej gardzieli latarni; dotknąć jej czerwonego "serca" i spojrzeć z góry na cały Stary Port!




Moment 4. Las cedrowy, Kedrodasos.

Latem udało mi się w końcu dotrzeć z plaży Elafonissi do położonego nieopodal lasu cedrowego. Marszruta brzegiem morza zajęła mi około 30 minut. Ścieżka miała oznaczenia, ale przyznam, że ciągle ją gubiłam. Dlatego wolałam trzymać się linii brzegowej. Kedrodasos (gr. kedros- cedr, dasos- las) zachwyca spokojem, malutkimi zatoczkami z drobnym piaskiem i starymi cedrami, powyginanymi w surrealistyczne formy i dającymi miły cień. Niektóre drzewa swoimi konarami tworzyły coś na kształt szałasów. Nic dziwnego, że w samym środku takiego zielonego  "namiotu" można było zobaczyć ślady po ognisku. Najlepiej byłoby rozwiesić tam hamak. Sporo osób podobno tak robi i cieszy się hippisowskim życiem




Moment 5. Ślady praczłowieka.

Pierwszego września lokalne gazety zaczęły rozpisywać się o wielkim antropologicznym odkryciu, które może wnieść wiele zmian do teorii o pochodzeniu człowieka. W zachodniej Krecie, tuż obok miasteczka Kissamos (Kastelli), znaleziono najstarsze ślady praczłowieka! Nota bene dkrycia tego dokonał Polak. Doktor Gerard Gerliński, będąc w 2002 roku na wakacjach na Krecie, zauważył ciekawe ślady stóp odciśnięte w skale. Fakt, że był z zawodu paleontologiem pozwoliły mu fachowo ocenić wartość znaleziska. W 2010 roku powołano międzynarodowy zespół badawczy. Owocem jego pracy była publikacja zamieszczona w sierpniu 2017 roku na łamach czasopisma "Proceeding of the Geologists' Association". Dowiadujemy się z niej, że ślady z Krety bez wątpienia zostały pozostawione przez istoty poruszające się na dwóch kończynach. Odciski stóp w ich przedniej części mają cechy ludzkie, jednak pięta ma nadal cechy typowe dla małp. Ich wiek ustalono na 5,7 miliona lat. Oznacza to, że Polak odkrył najstarsze na świecie zachowane ślady dwunożnych istot praludzkich! Do tej pory najstarsze takie ślady pochodziły z Wschodniej Afryki i należały do gatunku Australopithecus afarensis. Ich wiek został oszacowany na 3,6 mln lat. Różnica to aż dwa miliony lat! Według naukowców trzeba zachować dużą ostrożność w spekulacjach. Dopiero dalsze badania być może wyjaśnią, czy odkryte tropy to ślady naszych przodków czy raczej dalszych krewnych z wygasłej linii.

Moment 6. Kryjówka Kalypso.

Z końcem września przyjeżdżają do mnie dwie długo oczekiwane koleżanki. Organizujemy sobie wypad na południowe wybrzeże subregionu Rethimno. To tam, między plażami Plakias a Damnoni, leży kryjówka mitycznej Kalypso. Kto czytał homerowską Odyseję to wie, że ponętna nimfa Kalypso zadurzyła się w Odyseuszu i więziła go w "swoich objęciach" aż siedem lat. Dopiero łańcuchowa interwencja Ateny, Zeusa i Hermesa sprawiły, że Kalypso pozwala Odyseuszowi odpłynąć w poszukiwaniu jego ukochanej Itaki. Kryjówka Kalypso to dzisiaj kompleks hotelu Calypso Cretan Village, efektownie przyklejony do skalistego brzegu i wysokiego klifu. Uwaga nie ma tam plaży! Turyści pływają w basenach, albo w malutkim, ale bardzo malowniczym fiordzie, zwany Fiordem Piratów. Z jego jednej strony wchodzi się do obszernej groty, w której Kalypso zapewne spędzała  z Odyseuszem romantyczne chwile. 





Moment 7. Starożytna Aptera.

W pierwszym tygodniu października wizyta kolejnej polskiej znajomej. Postanawiam, że napijemy się kawy poza miastem. Zanim to zrobimy, chcę pokazać jej panoramiczny widok na Zatokę Souda. Najlepiej ze wzniesienia, gdzie leżą ruiny starożytnego miasta Aptera. Aptera była stolicą jednego z silniejszych starożytnych państw-miast Krety, nieustannie walczącym o hegemonię z sąsiadami: Kydonią, Falassarną i Polyrinnią. Miejsce to odwiedziłam już kilkakrotnie, ale tym razem czekała na mnie duża niespodzianka. Właśnie ukończono kilkuletnie prace wykopaliskowe. Między innymi wydobyto spod powierzchni ziemi wspaniały amfiteatr z czasów rzymskich oraz dwa, bardzo cenne posążki z tego samego okresu: bogini Artemidy, będącej patronką Aptery, i jej brata, Apollona. Jak widać warto wracać do miejsc, które wydawałoby się, że już nas niczym nie zaskoczą.




Moment 8. Płaskowyż Nida. Jaskinia Zeusa.

Tydzień później na horyzoncie pojawił sie nowy cel - grota Zeusa. Leży ona u podnóża najwyższej góry Krety, Psiloritisa (zwanego też Idą). Według greckiej mitologii, w czeluściach tej groty miał narodzić się Zeus. Oczywiście sprawa się komplikuje, gdyż inna grota (w Górach Dikti na wschodzie Krety), też chce być miejscem przyjścia na świat najważniejszego z greckich bóstw. Jedno jest pewne: w jaskini Idajskiej Zeus się wychowywał. Kapłani-wojownicy, zwani Kuretami, czuwali nad jego bezpieczeństwem; koza Amaltea karmiła go swoim mlekiem; nimfa Mellisa nektarem. Aby dotrzeć do stoku, w którym schowana jest grota, musimy przejechać malowniczy Płaskowyż Nida. Im wyżej, tym robiło się coraz chłodniej i pochmurno. Podejście na stok zaczął się w lekkim deszczu i przy zimnym wietrze. Od czasu do czasu mijają mnie i towarzysząca mi koleżankę osoby, które jaskinię już odwiedziły i pośpiesznie schodzą do zaparkowanych na dole samochodów. Ze wszystkimi witamy się międzynarodowym "hello". I nagle jeden z turystów rzuca - do tej pory nie wiem, czy poważnie czy dla żartu: "kolejna dziura w ziemi"!!!




Moment 9. Płaskowyż Nida. Mitata.

W czasie tej samej wycieczki co chwila napotykamy  kamienne chato-szałasy. Są to tzw. mitata. To w nich w dawnych czasach mieszkali pasterze, gdy stada owiec pasły się na halach. Do tego służyła im jedna okrągła izba, z kamiennymi ławami przy ścianach służącymi za łóżka. Dziura na środku sklepienia wskazywała, że tamtędy uciekał dym z ogniska, które paliło sie na środku pomieszczenia. W drugie izbie, również okrągłej, przechowywano wyrabiane owcze sery. Łatwo się domyślić, że w takich kamiennych budowlach, bez okien i z bardzo niskim wejściem, panował latem zbawienny chłód. Grube ściany z precyzyjnie ułożonych kamieni chroniły sery przed zepsuciem, jednocześnie gwarantując ich powolne dojrzewanie. Płaskowyż Nida jest eldoradem dla osób, które chcą zobaczyć mitata. Stoją one nawet przy głównej trasie i niektóre z nich są wciąż wykorzystywane przez pasterzy. 




Moment 10. Żbik kreteński. 

Październik 2017 roku przyniósł jeszcze jedną rewelacyjną wiadomość. Po 20 latach udało się pochwycić w sidła żbika kreteńskiego. Gatunek tego drapieżnego kota był uważany od dłuższego czasu za już nieistniejący. Przez dekady tylko sobie o nim opowiadano, jako o starym mieszkańcu górskich lasów. Nikt ze stuprocentową pewnością nie mógł potwierdzić jego istnienia. I właśnie w tym roku złapano samiczkę tego niezmiernie rzadkiego podgatunku. Miało to miejsce w Białych Górach, na Płaskowyżu Omalos. Na pewno potrzebne są dalsze badania, aby potwierdzić, na ile zwierzak ten jest czysty genetycznie, bowiem żbiki mogą krzyżować się ze zdziczałymi kotami domowymi.

Czas zakończyć, bo i Stary Rok lada moment dobiegnie do finiszu. Zatem życzę wam Szczęśliwego 2018, aby był zdrowy i pełen pomyślności. Do Siego Roku!

2 komentarze:

  1. Bardzo dziękuję za życzenia noworoczne i Twoje pięknie napisane relacje. Czytałam je, jak zwykle z zapartym tchem . Joasiu, życzę Ci wszystkiego, co tylko najlepsze na Nowy Rok 2018. Niech przyniesie Ci on wiele miłych niespodzianek i niezapomnianych chwil...a ja czekam na Twoje nowe,piękne teksty i zdjęcia:)Καλή χρονιά!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edyto, dziękuję z głębi serca. Oby wszystko o czym piszesz się spełniło. Prawdę mówiąc już nie mogę doczekać się Nowego Roku :-) Postanowienie: trochę więcej postów niż w 2017 :-)

      Usuń