Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwyczaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwyczaje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lutego 2017

Karnawał w Rethimno

Miałam wielkie szczęście być w Rethimno w ostatni dzień karnawału w 2014 roku. Co w tym szczególnego? Otóż to, że właśnie tam odbywa się największa parada karnawałowa Krety, a w 2014 roku przypadała jej 100. rocznica! Karnawał w Rethimno szczyci się tym, że swoimi korzeniami sięga odległych czasów Renesansu, gdy Kreta była pod panowaniem Wenecji. Rethimno w tamtym okresie było bardzo zamożnym, kupieckim miastem, a okres prosperity sprzyjał rozwojowi kultury i sztuki renesansowej. Jednak mieszkańcy Rethimno za oficjalny początek obchodów karnawału uznanali rok 1914 - moment niezmiernie istotny, bo zaledwie kilka miesięcy wcześniej przyłączono Kretę do istniejącego już od 1830 roku państwa greckiego!




Jak było kiedyś nie mam bladego pojęcia, ale współczesny kolorowy i głośny korowód tworzy w ostatnich latach ponad 15.000 przebierańców spragnionych szalonej oraz gorącej fiesty. Do rodowitych mieszkańców miasta dołącza kilka tysięcy karnawołowiczów przyjeżdżajacych z innych zakątków wyspy. Przyznam, że wielu znajomych z Chania wybiera się właśnie tego dnia do Rethimno. Nic dziwnego, gdyż nasz karnawał (organizowany nie w Chania, a w porcie Souda) nie dorasta do pięt temu z Rethimno ani rozmachem, ani ilością jubileuszy. 



























Ostatni dzień karnawału, wypadający zawsze w niedzielę, to długo oczekiwana kulminacja. Zostanie wybrana wtedy najlepiej prezentująca się grupa karnawałowa, a symbolicznym zakończeniem imprezy na plaży miejskiej, przy wystrzałach petard i fajerwerków, spłonie Król Karnawału. Ten dzień poprzedzają jednak liczne imprezy towarzyszące, które urozmaicą cały okres karnawałowy np.: zabawa w poszukiwanie skarbu, robienie karnawałowych masek, uliczne śpiewanie tradycyjnych pieśni renesansowych "kantat", oddzielna mini parada dla najmłodszych a nawet dla... rowerzystów.

Może was zastanowia dlaczego karnawał kończy się w Grecji w niedzielę, a nie we wtorek przed Środą Popielcową. Otóż Popielca nie ma. Jej odpowiednikiem jest tzw. Czysty Poniedziałek, kiedy wierni zaczynają wyciszenie i wewnętrzne oczyszczenie nakazane przez Wielki Post... ale to już przecież całkiem inna historia :-)

czwartek, 16 lutego 2017

Tłusty Czwartek

W końcu nastał smakowity Tłusty Czwartek. Wszyscy od rana jakby bardziej ochoczy i w lepszych humorach. Dzisiaj można, a nawet trzeba, sobie pofolgować! I nie chodzi bynajmniej o słodkiego pączusia... pączusia można zjęść na deser, już po tradycyjnym, greckim Tłuuuuuustym Czwartku. 



Od południa będzie unosiła się w powietrzu przyjemna - a dla głodnych nieco drażliwa - woń grillowanego mięsa. To ona, po grecku "tsikna", nadała nazwę Tłustemu Czwartkowi: "Tsiknopempti". Pewnie to jedyny czwartek w kalendarzowym roku, kiedy o nadwyżce kalorii i cholesterolu z tłustego, pieczonego mięsiwa, pomyśli niemal każdy... może z wyjątkiem wegeterian, którzy przezornie zamkną się w domu, aby nie czuć "niemiłych" woni unoszących się na każdym kroku.



Zatem w dniu Tsiknopempti do wyboru są: szaszłyki ("kalamakia"), "kotosouvli" (duże kawałki wieprzowiny z rożna), "kokoretsi" (podroby jagnięce z rożna zagrabnie owinięte flaczkami), prosiak pieczony, schabowy smażony lub z rusztu, a adresatem najcichszych westchnień są "paidakia", czyli pieczone żeberka jagnięce. 



W Tsiknopempti każda szanująca się szkolna rada rodziców musi zarganizować na boisku szkolnym porządny grill. Uczniowie cieszą się, że będą mogli kupią sobie chrupiącego szaszłyka skropionego sokiem z cytryny w zestawie z kromką świeżego chlebka za symboliczne euro, tracąc przy tym jedną lub dwie z ostatnich lekcji. Dorośli, czekają zazwyczaj do wieczora. Nie stanowi to jednak przeszkody, żeby wstąpić na jednego "souvlaka", który przecież jest okrzyknięty daniem narodowym, a dokładniej symbolem greckiego fast foodu. 



Oczywiście kryzys zrobił swoje również w kwesti Tsiknopempti. Za dobrych czasów, czyli "przed", wychodziło się jak jeden mąż do restauracji lub do tawerny. Lokale pękały w szwach, stoły uginały się od mięsiwa wszelkiego rodzaju, a wino płynęło potokami. Obecnie wiele osób już na to nie stać, a nawet jeśli nawet stać to wybiera się tańsze zestawy w miejsce króla uczty: żeberek jagniecych za jedyne 20 euro za kilogram. Zamiast wyjścia do lokalu kryzysowi Grecy organizują sobie zdecydowanie bardziej ekonomiczny wariant: grilla w przydomowym ogródku. Komu nie chce się bawić w rozpalanie ognia, ten musi zadowolić się po prostu tanim, tradycyjnym smażonym schabowym (zawsze bez panierki, której Grecy nie preferują) pamietając, by wyłączyć wyciąg kuchenny, a mięsko dobrze przyrumienić, tak aby w każdym domowym kącie można było poczyć zapach "tsikny".




Na koniec warto wspomnieć o symbolice tego zwyczaju. Po pierwsze ma on swoje głębokie korzenie w czasach starożytnych. To wtedy Grecy i Rzymianie ogranizowali huczne uczty na cześć Dionisosa (rzymskiego Bachusa), które miały zapewnić odrodzenie się przyrody z nadejściem wiosny oraz obfite plony w danym roku. Chrześcijańskie prawosławie natomiast na taką mięsna ucztę wybrało czwartek z końca karnawału, gdyż środy i piątki są dniami ścisłego postu. Ciekawostką jest, że prawosławni celebrują w tych dniach Przedpoście - okres trzech tygodni, kiedy panuje złagodzony post przed wejściem w... Wielki Post. Kościół zachodni natomiast zniósł Przedpoście w 1969 roku reformami papieża Pawła VI. Pewnie to jest przyczyną dlaczego nie obiły nam się o uszy nazwy jego kolejnych niedziel: Starozapustna, Mięsopustna i Zapustna. Tłusty Czwartek wypada (i w Polsce i w Grecji) w tydzień "mięsopustny". Jest to znak, że powoli trzeba pożegnać wszelkie mięsiwa, a w ostatnim tygodniu Przedpościa i karnawału wolno nam spożywać lżejsze białko zwierzece np. sery... ale to już całkiem inna historia związana z nastepnym tygodniem, który w słonecznej Helladzie nazywa się Tygodniem Serowym :-)

niedziela, 8 maja 2016

Skruszone ośmiornice

Owoce morza, albo się kocha, albo obchodzi szerokim łukiem. Dla osób należących do pierwszej kategorii, Kreta na pewno ma wiele do zaoferowania. Nie raz spotkałam się z opinią, że przyjeżdża się tu na wakacje nie tylko, aby nasycić się słońcem, ciepłem i lazurowym morzem, ale również zaspokoić kubki smakowe wirtuozją dań na bazie owoców morza. Wody otulające Kretę - Morze Kreteńskie na północy i Libijskie na południu - obfitują w rozmaite ryby, głowonogi i skorupiaki. Zarówno wyrafinowane restauracje, jak i swojskie, klimatyczne tawerny, mają w swoich kartach dań szereg ciekawych propozycji... i to po relatywnie atrakcyjniejszych cenach w porównaniu z innymi krajami Europy, gdzie za owoce morza dość słono się płaci. 


Suszące się i kruszejące na słońcu ośmiornice.

Kropką nad "i" jest sam sposów przyrządzania - ma być prosto, szybko, bez udziwnień, tak aby wydobyć i wyeksponować smak jadalnych skarbów morskich. Każdy na tym polu ma swoje kulinarne tajemnice i triki. Kolory Krety podpatrzyły, jak "kruszeją" na słońcu świeżo złowione ośmiornice, które znajdą swoje przeznaczenie na talerzach restauracji Antigony. Lokal ten słynie ze swojej zupy rybnej, zwanej "kakavia", oraz innych darów Posejdona. Znajduje się na samym końcu deptaka Starego Portu w Chania, tuż przy weneckich dokach Moro, gdzie właśnie został nakręcony poniższy filmik.


To co udało się dowiedzieć w czasie krótkiej rozmowy z kucharzem tego lokalu, to informacja, że ośmiornice wiszą na słońcu przez dwa dni. Siadające na nich muchy nie przeszkadzają, gdyż po

piątek, 15 kwietnia 2016

Siedmionoga Postna Baba

Okres postu przed Paschą, czyli grecką Wielkanocą, jest długi. Trwa 49 dni, które stanowią aż 7 tygodni! Nie na darmo nosi nazwę Wielkiego Postu, co oznacza odstawienie z diety nie tylko mięsa, ale również całkowity zakaz jedzenia wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego: serów, jajek, masła, mleka. To samo dotyczy słodyczy. Jakby i tego było mało, tradycja wpisuje na czarną listę także oliwę z oliwek i wszystkie potrawy ją zawierające. Plus abstynencja: od starożytności Grecy wiedzą, że nie pija się wina, gdy na stole nie ma oliwy. Kropką nad "i" jest również zalecana na ten okres wstrzemięźliwość seksualna ...

   Grecki kalendzarz na Wielki Post. Źródło: www.eirinika.gr.

Aby nie pogubić się w rachunku i każdego dnia mieć przypomnienie o poście oraz modlitwie, Grecy stworzyli sobie bardzo oryginalny kalendarz wielkopostny. Wcale nie papierowy - gdyż o papier w dawnych czasach było pewnie bardzo trudno - ale zrobiony z solnego ciasta! Jak wygladał? Jak siegmionoga kobieta - każda jej noga przypadała na jeden tydzień Wielkiego Postu. 

Bezustna, ale za to siedmionoga Baba Postna. Źródło: www.pakispetretzikis.com.

Siedmionoga Postna Baba ma oczywiście swoje imię: "Kira Sarakosti" (gr. κύρα -  jejmość, pani, matrona, dziedziczka, arystokratka; Σαρακοστή - Wielki Post). Jej głównym atrybutem jest krzyż - znajduje się on albo na głowie, albo na piersiach, a czasami w miejscu ust. Jej ręce są zawsze skrzyżowane. W ten sposób przypominając, że trzeba się w ten szczególny czas oddać modlitwie. Nie ma ust! Wiadomo, w Wielki Post im mniej się je tym lepiej. Niektórzy mówią, że ta symblika ma również przypominać kobietom, aby wstrzymywały się od plotkarstwa... Jednak najważniejsze są nogi. Odrywa się je po kolei, co tydzień, w sobotę. Postna Baba ostatnią nogę "straci" w Wielką Sobotę - w dniu, gdy kończy się drakoński Post. 

Baba Postne wykonana przez przedszkolaków - na sukni "ściąga", co można jeść.
Źródło: http11nipchiou.weebly.com.

Jeśli chcecie sami wykonać taki kalendarz, nic trudnego. Zagniatamy ciasto z mąki, soli i wody w proporcjach 3:1:1. Można dodać odrobinę oliwy. Przepis oraz wykonanie zademonstruje grecki "masterchef" oraz autor programu Kitchen Lab, Akis Petretzikis.



"Kira Sarakosti" - wykonanie.

czwartek, 31 marca 2016

Piramidy z Potamidy

Jem "kalitsouni me chorta" - świeżutkiego pieroga kreteńskiego nadziewanego szpinakiem i lokalną zieleniną. Sprzedaje je malutki lokalik wyspecjalizowany w tych kreteńskich specjałach. Miejsce to znają tylko lokalni, gdyż jest dobrze schowany z boku główego wejścia do Urzędu Miejskiego w Chania. Dla zabicia czasu sięgam po jakieś niewielkie czasopismo leżące w rogu kontuaru, przy którym na szybko konsumuje się przed pracą "kalitsouni" zawsze popijając zimną wodą i zazwyczaj pierwszą poranną kawą. Tytuł czasopisma to: "Kreteńska Panorama" (Κρητικό Πανόραμα). Przekartkowuję całkiem gruby tom wydany na porządnym kredowym papierze. Wszystko ciekawe, ale najbardziej rzucają mi się w oczy fotografie jakiś przedziwnych skał w formie stożków. Czasu na czytanie nie ma. Zapamietuję tylko, że to Potamida. Postanawiam wszystko sprawdzić "internetowo" w wolnej chwili, w domu. 

Potamida słynna ze swoich białych "piramid".
  
Po czasie okazuje się, że mam szczęście. Potamida leży 8 kilometrów od Kissamos na trasie do Elafonissi, którą przejechałam kilka razy w życiu. Zakodowuję sobie, że dziwne formacje - nazywane lokalnie "komolithi" - znajdują się po lewej stronie jadąc z Kissamos. Podobno są widoczne z drogi przecinającej wioskę Potamida. Niestety, już na miejscu, niczego nie dostrzegam zerkając znad kierownicy. Muszę zasięgnąć jezyków po zorientowaniu się, że wioska Potamida powoli zostaje w tyle. Jakiś facet reperujący traktor kieruje mnie  z powrotem i informuje, że mam skręcić przy budynku szkoły. Tam już jest tylko jedna droga, z której na pewno zobaczę białe zbocza przedziwnych formacji przypominajacych skały Kapadocji.

piątek, 25 marca 2016

Dorsz na Zwiastowanie


25 marca to dla Greków dzień świąteczny. Świętowany nawet podwójnie: obchodzony jest narodowy Dzień Niepodległości, a kościół prawosławny celebruje Zwiastowanie Pańskie.

Obraz zwiastowania w kościele Evangelistria (pw. Zwiastowania NMP) na Chalepie.

Ze Zwiastowaniem łączy się ciekawy zwyczaj jedzenia smażonego dorsza (gr. μπακαλιάρος, wym. bakaliaros). We wszystkich tawernach, nie tylko tych wyspacjelizowanych w potrawach z ryb i owoców morza, serwuje się dziś tę rybę jako danie główne i "obligatoryjne". A dorsz wcale nie powinien być świeży, dopiero co wyłowiony z morza, a solony – taki, który przeleżał długi czas obsypany grubymi ziarnami soli morskiej. Podobno smaczniejszy jest ten z kręgosłupem i kilkoma ośćmi, niż w formie filetu. Przyrządza się go w złotej panierce, a obowiązkowo musi mu towarzyszyć "skordalia", czyli pasta czosnkowa.

Smażony dorsz i pasta czosnkowa (bakaliaros skordalia) w całej swojej prostej okazałości.

Dlaczego dorsz? Otóż w okresie Wielkiego Postu religia zezwala tylko dwa razy spożyć mięso – w dniu Zwiastowania Maryji Panny oraz w Niedzielę Palmową. Oczywiście pod pojęciem mięsa ma się

czwartek, 10 marca 2016

Serowy tydzień

Przed nami kilka dni ostatniego tygodnia karnawału. Uprzedzam, będzie się działo! Kto nie ma jeszcze przebrania, to najwyższy czas, aby go skompletować i zdążyć na największą kreteńską paradę karnawałową organizowaną corocznie w miasteczku Rethimno. Wszyscy wiemy, na czym polega karnawałowa zabawa nazywana w Grecji również Apokries. Tańce, hulanki, swawola, maski i przebrania - oczopląs i totalny zawrót głowy. Przypuszczam jednak, iż pewnie mało kto z was słyszał, że trzy tygodnie karnawałowe należą do tak zwanego Przedpościa. Jest to okres, który ma nas przygotować do Wielkiego Postu i który podzielony jest na trzy tygodnie. Szkopuł tkwi w tym, że kościół rzymskokatolicki zniósł Przedpoście w 1969 roku i w ten sposób Karnawał nabrał całkowicie świeckiego charakteru. W obrządku ortodoksyjnym, choć nadal istnieje, nie można powiedzieć, że jest bardzo przestrzegane. Przypuszczam, że tylko Grecy "starej daty" wiedzą, że pierwszy tydzień Przedpościa nazywany jest "zapowiadającym", drugi: "mięsnym" - bo tu wypada Tłusty Czwartek (Tsiknopempti) - a trzeci i ostatni: "serowym". 


Czym Kreta bogata!

Prawosławie radzi, aby przez ten ostatni tydzień w naszej diecie królował nabiał i sery, które będąc lżejszym białkiem zwierzęcym niż mięso, stopniowo przygotują nas do przejścia na postną dietę.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Degustacja kreteńskich win

Dziewiąte targi win kreteńskich "OiNotika 2016" powoli dobiegają końca! Tydzień temu pierwsza ich część zorganizowana w miasteczku Chania zakończyła się pełnym sukcesem. Druga część wciąż jest w toku, a gości ją stolica Krety: Heraklion. Warto w tym miejscu przypomnieć, że tutejsi producenci win zawsze byli kilka kroków przed tymi z pozostałych regionów wyspy. Co więcej, to właśnie oni zainicjowali utworzenie siatki kreteńskich winiarzy i winnic działającej pod nazwą "Wines of Crete".



"OiNotika" to impreza bardzo miła. Którz nie lubi degustowania wina - tym bardziej rzadkiej okazji jednoczesnego spróbowania trunków od ponad dwudziestu producentów i różnych roczników! Impreza także potrzebna dla lokalnego i międzynarodowego biznesu. Właściciele restauracji, sklepów z alkoholami, hoteli mogą wybrać pozycje, które pojawią się na tegorocznej listach win w ich lokalach. Impreza również o walorach dydaktycznych, gdyż można było wziąć udział w mini-seminarium na temat sztuki degustacji, podpatrzeć zawodowych sommolierów przy pracy oraz porozmawiać z przedstawicielami, a nawet właścicielami posiadłości specjalizujących się w produkcji lokalnego wina.


Oto kilka spostrzeżeń i "pierwszych lekcji" wyniesionych z tegorocznych targów. Po pierwsze, bezpłatny wstęp był dobrym

sobota, 20 lutego 2016

Wystawa win OiNotika 2016

Już za moment rusza dziewiąta edycja wystawy win kreteńskich OiNotika 2016 (ΟινοΚρητικα 2016) organizowana dorocznie przez Wines of Crete. W tym roku dwadzieścia sześć winiarni z całej Krety przez dwa dni zaprezentuje swoje wybrane roczniki, które można będzie również degustować. Trzeci dzień wystawy ma charakter zamknięty i zarezerwowany jest dla samych wystawców oraz firm zajmujących się sprzedażą i eksportem win. Impreza odbędzie się w weneckim porcie Chania w historycznym budynku Wielkiego Arsenału, w którym mieści się obecnie Centrum Architektoniki Śródziemnomorskiej.  



Ponieważ wyspa jest dość duża, a osiągnięcia kreteńskich trunków na międzynarodowych konkursach winiarskich coraz bardziej zachecające - tak jak rosnące zainteresowanie samych Kreteńczyków ich lokalnym, butelkowanym winem - impreza odbywa się z tygodniowym odstępie czasowym zarówno w zachodnim i wschodnim krańcu Krety: w Chania i w Heraklionie. 



Co można powiedzieć o winie z Wyspy Słońca? Na pewno, że w przeciągu 70 lat włożono w nie wiele serca, pracy i wysiłku. Sam klimat, podłoże oraz ukształtowanie terenu, zawarte w jednym

niedziela, 7 lutego 2016

Tłoczenie oliwy w Anoskeli

Oliwa to zielone złoto Krety. A w zachodniej Krecie roi się od jego kopalń. Praktycznie każda rodzina ma co najmniej jedną, albo choć dostęp do małej żyły złota: na przykład przed domem, albo w ogrodzie. Prawdziwe zagłębie znajduje się między Chania, a Kolymvari - na równinie i pogórzu Białych Gór. Stąd pochodzi jedna z najlepszych oliw Krety, Europy i świata. Nie na darmo chroni się ją unijnym znakiem pochodzenia PDO, którego najistotniejszym elementem jest wykazanie szczególnych uwarunkowań naturalnych wpływających na charakterystykę i wyjatkowość produktu. Od listopada do lutego tamtejsze drogi wiejskie roją się od wyładowanych workami pick-upów, a w bezdeszczowe dni ludzi krzątających się jak pszczoły w oliwnych gajach. Gdybyście byli wtedy na Krecie, koniecznie musicie wstąpić do jakiejś tłoczni oliwy, aby zobaczyć na własne oczy, jak pozyskuje się kreteńskie złoto.


W drodze do Anoskeli przez zagłębie oliwne regionu Kolymvari.

Osobiście polecam Wam odwiedzenie w tym celu wspaniałego miejsca - posiadłości Anoskeli niedaleko Kolymvari. Tam, w zimowych misiącach, nie tylko zobaczycie cały proces tłoczenia oliwy, ale również będziecie mogli posmakować wybornych win produkowanych od niedawna przez właścicieli posiadłości Anoskeli, rodzinę Mamidakis. Oliwa produkowana przez nich od 30 lat jest z najwyższej półki. Świadczą o tym liczne certyfikaty jakości, znak pochodzenia PDO oraz międzynarodowe wyróżnienie: srebro dla oliwy Extra Virgin w 2013 w konkursie w Nowym Jorku oraz trzy srebra zdobyte w ostatnich latach w kategorii oliwy bilogicznej we włoskiem Międzynarodowym BIO Konkursie w Citta di Andria. Podobnie jest z ich winami sprzedawanymi pod etykietą "Ano Playa" - jeszcze "raczkującymi", a już pięciokrotnie nagrodzonymi (w największym berlińskim, azjatyckim i światowym konkursie win "DECANTER").


Napisy same za siebie mówią.

Tłocznia oliwy Anoskeli S.A. obsługuje własne potrzeby producenta (około 3.000 drzew oliwnych na 17 hektarach) oraz ponad stu

sobota, 30 stycznia 2016

Jaskinia w Stavros

Powiedz: Stavros, a każdy, znający choć trochę Kretę, odpowie: plaża Greka Zorby! Fakt, przepięknie malownicza zatoczka, z górującym nad nią zwalistym wzgórzem, stała się sławna dzięki nakręceniu tu kilku kluczowych scen filmu Cacoyannisa, w tym najsławniejszej, finałowej sceny "szalonego tańca" Zorby z Basilem. Stavros i okolice kryją jednak więcej niespodzianek i niesamowitych opowieści. Jedną z nich jest jaskinia Lera - o tam, czarna plamka po prawej stronie widniejąca na poniższej fotografii.

Jaskinie Lera lub Pana. Stavros, Półwysep Akrotiri.

Jaskinia zawdzięcza swoją nazwę Stefanowi Lera. Był to lokalny przywódcy powstańców, który w latach 1821 - 1833 organizował zrywy przeciw Turkom. Jego ludzie w 1822 roku przetrzebili oddziały tureckie na całym Półwyspie Akrotiri. Doprowadziło to do odwetu, przez co ludność lokalna szukała schronienia w monastyrach, a powstańcy w okolicznych górach, które są usiane od trudno dostępnych wąwozów i jaskiń. Dowództwo miało swoją "kwaterę" właśnie w jaskini nad zatoką w Stavros. Miejsce to jednak wtedy było całkowicie niezamieszkane. Skromny, wenecki kościółek pod wezwaniem Świętego Krzyża stał samotnie przez wieki na pobliskich wydmach. Na starych weneckich rycinach  zaznaczano go jako Santa Croche.


sobota, 2 stycznia 2016

Z cebulą w 2016

Nowy Rok już się rozgościł w naszych domach i oby był dla wszystkich piękny, dobry, zdrowy i bogaty! Na szczęście istnieją w całej Grecji, tak i na Krecie, wypróbowane sposoby, żeby złego Nowego Roku do domu nie wpuścić, a przyciągnąć szczęście, powodzenie i wszelką obfitość. Wystarczy na przykład zawiesić cebulę na drzwiach frontowych. Co prawda nie tę zwyczajną, używaną w kuchni, ale dziką cebulową bulwę z zielonym piuropuszem mięsistych liści, które widzi się powszechnie o tej porze roku niemal w każdej pozamiejskiej lokalizacji. 

Ciasto noworoczne, owoce granatu i cebula morska - atrybuty pomyślności na Nowy Rok.
Aby cebula się lepiej prezentowała, owijamy ją w świecący celofan, obwiązujemy kolorową wstążką i noworoczny talizman-amulet gotowy: talizman, gdyż ma przyciągnąć pomyślność i zapewnić domostwu szczęście, a amulet, jako że odpędza choroby, biedę, "złe spojrzenie", czy "plotkarskie języki".

wtorek, 29 grudnia 2015

Santa Run Chania

Piąty już raz, w pewien dzień pod koniec grudnia, na mapie miasteczka Chania pojawiła się czerwona kropka. Jak co roku, kropka ta usytuowana w okolicach Miejskiej Hali Targowej, zwanej Agorą, po południu zaczęła rosnąć i przypominać sporą plamę. Zwiększając zoom można było zobaczyć, że czerwona plama żyje - rusza się, śpiewa, śmieje się i gada jak najęta - i, że powstała ze zgromadzonych ludziom, przebranych w czerwone stroje świętego Mikołaja. Widok przedni! Jest 27 grudnia, właśnie skończyły się Święta, a tu tysiące Mikołajów wyszło na ulice miasta. Mikołajów obojga płci i w każdym wieku. Nie brakował również małych Mikołajków ze smoczkami i w wózkach dziecięcych, ani tych na wózkach inwalidzkich. Dobroczynny bieg Mikołajów, Santa Run 2015 w Chania - najbardziej czerwony dzień w życiu miasta, a nawet całej Krety - czas zacząć!



Gotowi, do biegu, start w Santa Run 2015 Chania!


Santa Run Chania jest imprezą charytatywną organizowaną przez wolontariuszy działających na rzecz organizacji non-profit o tej samej nazwie. Ideą biegu Santa Run jest zebranie środków, które przekazywane są lokalnym organizacjom zajmującymi się dziećmi dotkniętymi różnymi schorzeniami lub z niepełnosprawnością.

sobota, 26 grudnia 2015

Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia właśnie dobiegły ku końcowi. Najwyższy czas podzielić się obrazami, refleksjami i odkryciami na temat ich obchodów na Krecie. W tym roku siedząc z bliskimi i znajomymi przy świątecznym stole często ciągnęłam za język z pytaniem "jak to było w Święta dawniej". W wolnej chwili wertowałam internet odnośnie kreteńskich tradycji bożonarodzeniowych. I niestety, dochodzę do niezbyt budujących wniosków. Po pierwsze, Boże Narodzenie bardzo się skomercjalizowało i wchłonęło co mogło ze stylu zachodniego. Po drugie, nigdy nie dorówna wypielęgnowanej tradycji polskiej Wigilii, czy też greckiej Wielkanocy, czyli Paschy. 

Zacznijmy od tego, że Boże Narodzenie w Grecji od zawsze było świętem religijne o mniejszym znaczeniu niż Wielkanoc. Świadczy już o tym nazwanie go "małą Paschą". Może mieć to wytłumaczenie w fakcie, że pierwsi chrześcijanie za dzień świąteczny uważali niedzielę. Po dwóch wiekach do kalendarz liturgicznego wprowadzili Wielkanoc. Po dwóch kolejnych liturgiczną celebrację święta narodzin Chrystusa. Co ciekawe pokrywała się ona czasowo z datą Saturnaliów - rzymskiego święta ku czci Saturna, obchodzonego w czasie przesilenia zimowego między 17 a 24 grudnia, gdy Rzymianie ucztowali i obdarowywali się prezentami. 


Zwiastun Bożego Narodzenia zakwita w wielu ogrodach.


Czytam w sieci, że przed Bożym Narodzeniem, tak jak przed Paschą, obowiązywał 40 dniowy post. Obecnie praktycznie się go w ogóle nie przestrzega. Nawet w dzień Wigilii. Zasiadamy do wigilijnego stołu uginającego się od wszelakiego mięsiwa (kozie frykasy, prosiak w sosie własnym, kurczak nadziewany kasztanami, ryżem i rodzynkami, kreteńskie kiełbasy). Tu czeka mnie kolejne zaskoczenie. Wiele osób po pięćdziesiątce wspomina, że w ich domach nie było Wigilii, gdyż wszyscy ludzie brali udział w greckiej Pasterce, która trwała od... 22.00 do 1.00 w nocy. Najcześciej po niej jedzono tylko mięsny wywar (z indyka, wieprzowiny, wołowiny lub baraniny), a świąteczna uczta była przygotowywana na nadchodzące południe, kiedy zbierała się za stołem cała rodzina. Dodają, że tego typu wigilijne biesiady to wynalazek ostatnich kilku dziesięcioleci i w sumie nie aż tak bardzo przez nich lubiany, gdyż czują jak bardzo zmieniły się zwyczaje i jak stopniowo święto to traci religijny charakter. 



                                         

                               Kreteńska kolenda w wykonaniu Iliasa i Dimitrisa Vlamakisów.    

Natomiast tradycją, która była "od zawsze" to chodzenie po kolędzie. Dzisiaj dzieci chodząc od domu do domu, oraz krążąc po sklepach w miasteczkach i na wsiach, dostają drobne pieniądze i słodycze. Dawniej było odwrotnie - przeważały łakocie, a nawet inne produkty żywnościowe, a rzadziej gotówka. Dzieci rwa się do kolędowania, bo Grecy lubią ten zwyczaj. Chętnie otwierają drzwi swoich domostw i przedsiębiorstw kolędnikom, sowicie ich wynagradzając. Dzieciaki wystrojne w czapeczki Świętego Mikołaja biegają między domami jak małe mróweczki z metalowymi trójkatami w dłoniach. Uderzając w nie z dużą werwą wystukują dzwięczny takt pod swój śpiew. Co lepiej wyszkoleni śpiewają kolędy również w wersji kreteńskiej, w której po pierwszej zwrotce słowa są inne niż w kolędzie "ogólnogreckiej". Rarytasem są odwiedziny kolędników grających na instrumentach, a niezwykłą rzadkością, aby grali na skocznej lirze i wesołych skrzypkach, instrumentach, które dawniej były częstym akompaniamentem kreteńskich kolęd. Kolędy śpiewa się również w Wilię Nowego Roku oraz 6 stycznia na Trzech Króli. Z powyższego widać, że w długi okres świąteczny nie brakuje kolędowania i jest ono do dnia dzisiejszego bardzo żywą tradycją.


Mali i więksi kolędnicy z trójkatami.


Kolejną tradycją bożonarodzeniową to przygotowywanie świątecznych wypieków. Są to znane w całej Grecji "melomakarona" (ciasteczka z goździkiem i cynamonem obficie polane miodowym syropem i posypane kawałeczkami orzechów włoskich) oraz "kourabiedes" (kruche cisteczka z migdałami obsypane grubo cukrem pudrem). Każda szanująca się gospodyni wypieka całe tuziny takich smakołyków wedle przechodzących z matki na córkę rodzinnych przepisów. Co prawda "melomakarona" jedzono w Boże Narodzenie, a "kourabiedes" zarezerwowane były na noworoczny stół. Dzisiaj je się je równolegle, nie zważając na stare kanony, a na zapracowane, leniwe lub praktyczne gospodynie czekają w cukierniach całe góry tych świątecznych ciasteczek: jakkolwiek miód najczęściej zastąpiony jest cukrem, masło margaryną, a orzechów i migdałów jest o wiele mniej niż w wypiekach domowych.  Na Krecie do tradycyjnych słodkości świątecznych należą również "diples" (nasze faworki polane obficie syropem miodowym i posypane kawałeczkami orzechów włoskich) oraz "kserotigana" (faworki z cieniutkiego jak papier ciasta zawiajanego w czasie smażenia na głębokim oleju w misterną rozetę). Palce lizać! Warto spróbować wszystkich wspomnianych wypieków i to najlepiej w połączeniu z mocną kawą po grecku! Właśnie te łakocie służyły dawniej jako poczęstunek dla kolędujących dzieci. Dzisiaj dzieci kręcą na nie nosem woląc pieniądze...


Najpopularniejsze wypieki bożonarodzeniowe - melomakarona.

Nie tylko kobiety, ale również mężczyźni mieli pełne ręce roboty. 23 grudnia - w święto Dziesięciu Świętych obchodzonych ku czci dziesięciu kreteńskich męczenników z III wieku - każdy gospodarz ubijał świniaka. Prosiak był pieczołowicie hodowany przez kilka miesięcy specjalnie na tę okazję. Dokarmiano go zbieranymi w lesie żołędziami, strąkami z drzewa świętojańskiego, serwatką. Przez kilka dni ćwiartowano zwierzaka i z każdej części wyrabiano inne delikatesy. Kawałki mięsa wędzono w szałwi i tymianku - było to tzw. "apaki". Inne siekano drobno i wyrabiano tradycyjne kiełbasy. Jeszcze inne po uwędzeniu wkładano ze smalcem do dużej beczki. Było to tzw. "singlino" stanowiące zapas mięsa na kolejnych 5 miesięcy (podobno 1 maja zjadano jęzor świński, który układano na samym dnie tej beczki. Dlaczego? To już całkowicie inna historia...). Z nóżek świńskich i głowy gotowano wywar z którego robiono "zimne nóżki", nazywane na Krecie "pichti" lub "tsiladia". Również w tych dniach robiono wędlinę podobną do naszej kaszanki, choć bez dodatku krwii, nazywaną "omathies". Kawałki wątróbki sowicie doprawiono przyprawami, dodawano ryż wymieszany z rodzynkami i tę masę zamykano w świńskim flaczku. Natomiast kawałki słoninki odpowiednio przyprawionej i przyrządzonej - "tsigarides" - były doskonale pożywną przekąską dla zbieraczy oliwek, którzy pracowali w gajach oliwnych od listopada do lutego. Choć trzech ostatnich potraw nie uiści się w żadnej tawernie, sklepie mięsnym, ani w większości domów kreteńskich, to nadal pieczony prosiak i inne potrawy na bazie wieprzowiny uważane sa za tradycyjne dania świąteczne. Indyki rozgościły się również na kreteńskich stołach, głównie tych w większych miasteczkach, gdzie ludzie dbają o dobre nawyki żywnościowe i poziom cholesterolu.


"Apaki" - wędzona kreteńska polędwiczka marynowana w ziołach i occie winnym. Fot.: www.ellinikaproionda.blogspot.gr.

A co z ubieraniem choinki i prezentami? Dzisiaj przystrojona choinka stoi w każdym domu i miejscu publicznym. Najczęściej sztuczna, bo to i praktyczniejsze i tańsze rozwiązanie. Żywe jodełki są do kupienia w sklepach ogrodniczych, ale jest ich dosłownie jak na lekarstwo. Zwyczaj ubierania choinki dotarł dopiero do Grecji w 1832 roku wraz z bawarskim księciem Ottonem I Wittelsbachem, który stał się pierwszym królem w historii Grecji. Większość moich rozmóców, którzy pochodzą z kreteńskich wiosek, wspomina, iż w ich domach dekorowano własnoręcznie zrobionymi ozdóbkami (np. z kolorowych sreberek po cukierkach i innych słodyczach) ścięty w okolicznym lesie krzaczek cyprysu. W internecie są wzmianki, że na Krecie przed Wigilią kobiety zrywały gałązki z różnych drzew, wkładały do wazonów, aby się zazieleniły, a nawet zakwitły do czasu Trzech Króli. Wierzono również, że o północy zakwita bazylia - zioło ściśle związane z obrzędami religijnymi w kościole prawosławnym - która normalnie kwitnie tylko latem. Mikołaj w Święta nie przychodził. Prezentami obdarowywano się na Nowy Rok, w dzień świętego Bazylego (Ai Vasilis), który w Grecji jest patronem biednych i wszystkich ludzi w potrzebie. Również i ten obyczaj się powoli zmienia, gdyż całkiem logiczne jest, że każde dziecko woli dostać prezenty wcześniej, tak jak rówieśnicy w innych krajach Europy ;-)


Choinka oblepiona lampkami przed Agora w Chania.

Największym ciosem, były tegoroczne doświadczenia z "chlebem Chrystusa", czyli "christopsomo". Zapiski internetowe odnotowują, że na kreteńskim stole świątecznym w pierwszy dzień Świąt króluje właśnie ten odświętny bochen chleba, który w smaku raczej przypominał naszą chałkę, czy żulik, niż przaśny chleb. "Chleb Chrystusa" nosił na sobie obowiązkowo znak krzyża i orzech włoski na samym środku. Symbolizował on początek nowego życia. W smaku miał być wyborny, choć nie za słodki. Robiony z najlepszej mąki, wybornego masła, bakalii, z domieszką wody różanej, goździków i cynamonu. Na osłodę dodawano nutę miodu lub "petimezi", czyli skondensowanego syropu z winogron. Dawniej przystrajano go dodatkowymi wzorami robionymi z ciasta. Były to najczęściej kwiaty, liście, ptaki lub atrybuty majace związek z zajęciem którym parała się rodzina: gałązki oliwne lub kłosy pszenicy dla rolników, kotwice dla żeglarzy, owce dla pasterzy. Dzisiaj tak bogato zdobionych świątecznych chlebów już sie nie znajdzie! "Christopsomo" jest, a raczej był, odpowiednikiem naszego opłatka. Łamał go ojciec, głowa rodziny, i dzielił między domowników. Pierwszy kawałek był dla Chrystusa, drugi dla biednych, kolejny dla każdego z członków rodziny według jego rodzinnej hierarchii. Później, po wymieszaniu z paszą, podawał ostatnie kawałki również zwierzetom w zagrodzie. Smutne, ale chlebem chrystusowym nie połamaliśmy się w domu do którego zostaliśmy zaproszeni. Choć kupiłam go i podarowałam w prezencie, domownicy jakby nie pamiętali o tej tradycji. Być może faktycznie już jej nie znali i mogą się o niej dowiedzieć tylko z internetu... Nie chciałam pytać...


Święta, Święta i po Świętach! Z powyższych opowieści wynika chyba niezbicie, że na Krecie, tak jak wszędzie chyba, ludzie coraz mniej czasu spędzają "przy szopce", a więcej na zakupach, wizytach, rewizytach i biesiadowaniu. Lokalne tradycje powoli zanikają, a na ich miejsce adoptowane są obce zwyczaje, potrawy i obyczajowość. Trochę szkoda, ale nie pozostaje mi nic innego powiedzieć jak: do siego roku! Και του χρόνου (ke tu chronu)!

PS. Również istniało ludowe przysłowie związane z prognozą pogody na 12-o dniowy okres świąteczny, od Wigilii do Objawienia Pańskiego, czyli naszych Trzech Króli. Rolnicy, pasterze i marynarze powtarzali, że wiatry walczą między sobą o to który z nich będzie przy narodzinach i przy chrzcie Chrystusa. Ten który zwycięża dyktuje warunki pogodowe od Wigilii po Objawienie Pańskie wypadające w Grecji na 6 stycznia. Wtedy właśnie w dniu święta o nazwie Theofania, Epifania lub Fotα (gr. Θεοφάνια, Επιφάνια, Φώτα) chrzci się wszelkie wody, najczęściej morskie, na pamiatkę chrztu Chrystusa w Jordanie.Ponieważ pogoda w ostatnich dniach jest oszałamiająco piękna, liczymy, że jeszcze ponad 10 dni będziemy mieli słonecznych, bez potrzeby włączania centralnego ogrzewania ;-)

wtorek, 25 sierpnia 2015

Strażnicy sjesty

Godzina 14.00 z minutami. Gorąco sięga zenitu. Poranny uliczny ferwor powoli zamiera, jakby pochłaniany przez tężejące w ukropie powietrze. Nie jest to czas, gdy ktokolwiek ma ochotę wyjść na zewnątrz. Kosztuje to człowieka zbyt dużo wysiłku i cennej energii. 
Urzędy, banki, szkoły, przeważająca część sklepów i prywatnych firm niebawem zamknie swoje podwoje - nierzadko z głośnym łoskotem zasuwanych przeciwsłonecznych okiennic i markiz. Kto musi, zostaje w biurze przy drugiej szklance mrożonej kawy i klimatyzacji pracującej na pełnych obrotach. Większość ludzi jednak jest już myślami przy zastawionym obiadem stole i przy popołudniowej relaksie. Trzeba dobrze odpocząć by wraz z zachodem słońca ponownie otworzyć handlowe i usługowe biznesy, gdy  ulice znów zapełnią się ciżbą przechodniów. 

Cykady wypełnione słońcem w czasie godzin sjesty.

sobota, 2 maja 2015

Kolorowa euforia

Tak, nadszedł ten moment! Maj i jego pierwszy dzień – ciepły, kwiecisty i bajkowo kolorowy. Wielobarwna euforia doprowadzająca do lekkiego zawrotu głowy! Kreto, jakże jesteś piękna przystrojona w majowe wianki i kwiatowe, podszyte latem suknie! 

Oleander, margaretka, dziki bez znalazły swoje miejsce w pierwszomajowym wianku.

Doprawdy zapachniało latem i serce rwie się w plener na jeszcze zielone łono natury. 1 maja niekoniecznie kojarzy się w Grecji tylko ze Świętem Pracy, ale na pewno ze świętem kwiatów i "wejściem w porę lata". Turystyczna Kreta również umownie uznaje 1 maja za początek sezonu.


Rodzinnie - tak jak to uwielbiają Grecy.

Moja córka skojarzyła mi się z Persefoną zwiastujacą lato.

Kolory, desenie........i te zapachy.

Materiał na wianek zebrany.

Już od rana na drzwiach domów, sklepów, kawiarni pojawiają się kwiatowe wianki – każdy inny, niepowtarzalny, mogący pochwalić się innym kwiatkiem, splotem, wplecionym kłosem, liściem, czy kolorową wstążką. Kto niezbyt zręczny w wyplataniu majowych wianków, ten zawiesza przy wejściu do domostwa chociaż małą wiązankę polnych kwiatów. Komu daleko „na kreteńskie pole” ten ratuje się kwiatami z ogródka lub sprzedawanymi na miejskim targowisku.

Komu daleko na łąkę, ten znajdzie kwiaty na ulicznym targu ........

...... a na drzwiach może zawiesić nawet kilka zwykłych gałązek.

Świeże kwiaty radują oczy i daja dużą dawkę pozytwnej energii. A wszystko to by przynieść domownikom szczęście, zdrowie, urodzaj, płodność. W moc kwiatów wierzono już w starożytnej Grecji, a maj poświęcony był bogini Demeter i jej córce Persefonie, która właśnie wtedy opuszczała swojego męża, władcę Hadesu, i ku radości matki wracała na dziewięć miesięcy na powierzchnię ziemi. Gdzie stąpnęła tam pojawiały się najpiękniejsze kwiaty, a ziemia rodzicielka gotowa była do rozpoczęcia kolejnego cyklu życia.

Kafeteria w Kalami pełna jest kolorów nawet bez wianków.

Brama czeka otwarta na gości, a wianek pewnie doda pomyślności w interesach.

Tu kwiaty zdecydowanie z ogrodu.

Wianki i wiązanki.

Już dużo słońca - wianki szybko zwiędną i się zasuszą.

Nawet nowoczesność nie stroni od tradycji......

czwartek, 9 kwietnia 2015

Wielkoczwartkowa czerwień

Już po świecie niesie się nowina, że Chrystus pokona zło i śmierć, a dnia trzeciego zmartwychwsta. Jednak pewna wieśniaczka, niosąca na targ kosz pełen jaj, nie dawała wiary tym pogłoskom mówiąc na głos: niech te jajka zrobią się czerwone, to wtedy uwierzę! I tak się stało. Jajka przybrały najczerwieńszą z czerwonych barwę, jakby to były pierwsze wiosenne maki polne. A maki polne, swoją drogą, też zmieniły barwę tuż przed śmiercią Chrystusa. Pierwotnie śnieżnobiałe, zabarwiły się na czerwone, gdy zaczęły na nie kapać krople krwi z boku ukrzyżowanego Chrystusa przebitego włócznią rzymskiego żołnierza. I maki, i wielkanocne jajka, symbolizują w Grecji krew Chrystusa, a jednocześnie odrodzenie, radość, wiosnę i siłę nowego życia.

Pulchne chałki i kruche wielkanocne ciasteczka - czerwieni nie może zabraknąć.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Niedziela Palmowa

Niedziela Wielkanocna w kościele katolickim zbiegła się w tym roku z Niedzielą Palmową w obrządku prawosławnym. Gdy w Polsce wszyscy zasiedli do wielkanocnego stołu, w Grecji dopiero trwają przygotowania do Wielkiego Tygodnia.


Wczoraj przyuważyłam mężczyznę ciągnącego dwa długie i ciężkie piuropusze liści palmowych kierując się do pobliskiego kościoła. Gdybym była świadkiem tej sceny w innym miejscu, pewnie wskazywałoby ona na wiosenne porządki w ogródku prywatnych lub miejscu publicznym. Nawet mogły być to porządki na placu kościelnym, gdzie palmy sadzi się nagminnie – co nadaje otoczeniu pewnego rodzaju majestatu. Jednak obserwowany przeze mnie człowiek wlókł z trudem palmowe trofeum prosto do pustego wnętrza świątyni. Toż to sobota przed Niedzielą Palmową!





W przeddzień Niedzieli Palmowej pierzastymi liśmi daktylowca kanaryjskiego przyozdabia się wnętrza kościołów, a także ich wejścia. Również zatyka się mniejsze liście za ikony. Najbogacej dekoruje się ikonę przedstawiającą wjazd Jezusa do Jerozolimy. Wystawiana jest ona w widocznym miejscu, tak aby każdy wierny mógł złożyć na niej pocałunek robiąc przy tym na piersi znak krzyża. 




Po mszy ortodoksi zabierają do domu zielony krzyżyk wypleciony z pojedyńczego liścia palmowego. Takie misternie zrobione krzyżyki umieszczone są w wiklinowym koszyku przy wejściu do kościoła, zazwyczaj tuż obok drewnianej skrzynki na ofiarę i cieniutkie świece zapalane przy pierwszej modlitwie po przekroczeniu progu świątyni. Podobne, choć o wiele większe, plecione krzyże są zawieszone gdzieniegdzie wewnątrz kościoła. 





Liście palmowe w każdym kościele tworza inny wystrój – są to niepowtarzale obrazy. Jednakże po porannej liturgii w Niedzielę Palmową wszystkie kościoły ubierane są w nowe szaty, szaty żałobne. W czerń, która przypomina, że już czas pomyśleć o zbliżającej się Męce Pańskiej.