Każde miejsce ma swoje tajemnice znane tylko tubylcom. O ich istnieniu można
zazwyczaj dowiedzieć się w czasie rozmowy z "miejscowymi" lub zbaczając - najczęściej
całkiem nieoczekiwanie - z utartych, codziennych ścieżek.
Tak właśnie było z "Kulurą": olbrzymią misą z czarnordzawej wulkanicznej
skały zaszytą u stóp sporego klifu, do której z każdą nadchodzacą falą wpływała
czysta, krystaliczna i lekko spieniona woda morska o nieziemsko lazurowym
kolorze. Jej nazwa wskazywała na kolisty kształt - taki jaki mają okrągły
słodki, placek z dziura lub koło do pływania, nazywane właśnie tak po grecku.
 |
Zejście do "Kulury". Halepa, Chania. |
Mało kto mógłby spodziewać się takiego widoku w dość żywej, nowoczesnej
dzielnicy Halepa na przedmieściach miasteczka Chania. A jednak! Kilka przecznic
od głównej ulicy, pusty plac na którym panoszyły się dwie gigantyczne agawy,
ostre zejście po betonowych schodkach z drewniana balustradą i oto ona: Kulura,
czyli dla wielu mieszkańców Halepy, „przydomowe” spa!
 |
Poranna pogawędka i kąpiel słoneczna. |
 |
Pływanie, hydromasaż i poranna gimnastyka. |
"Kulura" od razu przypadła mi do gustu. Po pierwsze, była oazą
spokoju i relaksu. Praktycznie bez specjalnych przygotowań i nie tracąc czasu
potrzebnego na wyjazd na pozamiejską plażę, można było naładować baterie w
malowniczym otoczeniu. Po drugie, podobało mi się, że "Kulurę" odwiedzali
ludzie praktycznie w każdym przedziale wieku: emeryci, niepracujące kobiety,
studenci oraz uczniowie z liceum i gimnazjum. Co ważniejsze, była wspaniałym
przykładem, jak mieszkańcy jakiegoś miejsca mogą stworzyć z niczego własną
przestrzeń, dbać o nią, cieszyć się i dzielić się nią z innymi.
 |
Raz, dwa, trzy - skok do wody. |
 |
Popołudniowe spotkania z sąsiadami. |
 |
Po szkole wszyscy biegna na "Kulurę". |
 |
Młodsi i starsi - każdy znajdzie trochę miejsca dla siebie. |
 |
Wieczór - dobry czas na zarzucenie spławika. |
Między skałami, nad taflą morza, rozciągnięto sprytnie liny. Służą one do
podwieszania się w celu złapania oddechu po intensywnym pływaniu, albo
ułatwiają ćwiczenia z kategorii aquarobic. Za ławki robią proste dechy położone
na kamieniach. Nie zabrakło kilku tradycyjnych drewnianych krzeseł z
siedliskiem wyplecionym z trzciny, które można znaleźć w każdym zakatku
promenady i skalistego brzegu.
 |
Do szczęścia mało potrzeba - dwa stare krzesła, trochę słońca, kawałek błekitnego morza i nieba. |
 |
Krzesła wkomponowały się całkiem dobrze w pejzaż. |
 |
Deska, dwa kamienie i ławka gotowa. |
Na jednym z krańców „Kulury” przykleiła się do pionowego klifu zadaszona budka, prowizorycznie sklecona z metalowych rurek i dykt. Wyposażono ją jednak we wszystko, co potrzebne dla plażowiczów: wieszaki na ręczniki i ubrania, lustro z półkami na kosmetyki, ławeczki i dwa plastikowe krzesła ogrodowe i dla milszej atmosfery kilka pluszowych zabawek i obrazków. Nie zapomniano o glinianej misce z wodą dla psów – pewnie tych przychodzacych z właścicielami, a może i bezpańskich.
 |
Plażowa budka. Miejsce to ma swoją duszę i swoich "gospodarzy". |
Za budką, przy mniej stromym zejściu do „Kulury”, można w tym roku zobaczyć kolejne innowacje - mały taras wkomponowany w klifowy brzeg, na którym przygotowano rozkładany stolik i krzesła. Obok tarasu świeżo założony mikroskopijny ogródek na dwa małe oleandry i kilka kaktusów. Całość dopełniją blizniacze kabiny-przebieralnie, prysznic oraz betonowa promenada. Tę ostatnią wybudował i zafundował zarząd dzielnicy, do którego zwrócono się z prośbą i gotowym planem zagospodarowania skalistego wybrzeża. Choć to zwalisty beton o równych brzegach niepasujący do reszty krajobrazu, to jednak tu można ułożyć barwne ręczniki kąpielowe, przygotować wędkę przed połowem, czy skoczyć w sam środek lazurowej „wanny”.
 |
Nowy tarasik z widokiem na "Kulurę" - niektórzy spedzac tu beda długie godziny. |
Ktoś z polskich znajomych, kobieta około 40-ki, powiedziała mi przed laty,
że lubi powracać na Kretę, ponieważ wspaniale tam wypoczywa i świetnie się
regeneruje. „Kreta to moje prywatne spa” – powiedziała na zakończenie.
Faktycznie, każdy tu może znalezć dla siebie jakieś miejsce, gdzie czuje się
jak w świątyni „sanus per aqua”. Nie zdziwię się wcale jak ktoś z was, w
poszukiwaniu swojego ulubionego spa, zawędruje do „hammamu”, czyli łazni
tureckiej, mieszczącej się w starym porcie Chania. Jeszcze przed wiekiem takich łazni było tu
kilkanacie, tak jak nakazuje prawo Koranu ......... ale to już całkowicie inna
historia...........