niedziela, 26 lutego 2017

Karnawał w Rethimno

Miałam wielkie szczęście być w Rethimno w ostatni dzień karnawału w 2014 roku. Co w tym szczególnego? Otóż to, że właśnie tam odbywa się największa parada karnawałowa Krety, a w 2014 roku przypadała jej 100. rocznica! Karnawał w Rethimno szczyci się tym, że swoimi korzeniami sięga odległych czasów Renesansu, gdy Kreta była pod panowaniem Wenecji. Rethimno w tamtym okresie było bardzo zamożnym, kupieckim miastem, a okres prosperity sprzyjał rozwojowi kultury i sztuki renesansowej. Jednak mieszkańcy Rethimno za oficjalny początek obchodów karnawału uznanali rok 1914 - moment niezmiernie istotny, bo zaledwie kilka miesięcy wcześniej przyłączono Kretę do istniejącego już od 1830 roku państwa greckiego!




Jak było kiedyś nie mam bladego pojęcia, ale współczesny kolorowy i głośny korowód tworzy w ostatnich latach ponad 15.000 przebierańców spragnionych szalonej oraz gorącej fiesty. Do rodowitych mieszkańców miasta dołącza kilka tysięcy karnawołowiczów przyjeżdżajacych z innych zakątków wyspy. Przyznam, że wielu znajomych z Chania wybiera się właśnie tego dnia do Rethimno. Nic dziwnego, gdyż nasz karnawał (organizowany nie w Chania, a w porcie Souda) nie dorasta do pięt temu z Rethimno ani rozmachem, ani ilością jubileuszy. 



























Ostatni dzień karnawału, wypadający zawsze w niedzielę, to długo oczekiwana kulminacja. Zostanie wybrana wtedy najlepiej prezentująca się grupa karnawałowa, a symbolicznym zakończeniem imprezy na plaży miejskiej, przy wystrzałach petard i fajerwerków, spłonie Król Karnawału. Ten dzień poprzedzają jednak liczne imprezy towarzyszące, które urozmaicą cały okres karnawałowy np.: zabawa w poszukiwanie skarbu, robienie karnawałowych masek, uliczne śpiewanie tradycyjnych pieśni renesansowych "kantat", oddzielna mini parada dla najmłodszych a nawet dla... rowerzystów.

Może was zastanowia dlaczego karnawał kończy się w Grecji w niedzielę, a nie we wtorek przed Środą Popielcową. Otóż Popielca nie ma. Jej odpowiednikiem jest tzw. Czysty Poniedziałek, kiedy wierni zaczynają wyciszenie i wewnętrzne oczyszczenie nakazane przez Wielki Post... ale to już przecież całkiem inna historia :-)

czwartek, 16 lutego 2017

Tłusty Czwartek

W końcu nastał smakowity Tłusty Czwartek. Wszyscy od rana jakby bardziej ochoczy i w lepszych humorach. Dzisiaj można, a nawet trzeba, sobie pofolgować! I nie chodzi bynajmniej o słodkiego pączusia... pączusia można zjęść na deser, już po tradycyjnym, greckim Tłuuuuuustym Czwartku. 



Od południa będzie unosiła się w powietrzu przyjemna - a dla głodnych nieco drażliwa - woń grillowanego mięsa. To ona, po grecku "tsikna", nadała nazwę Tłustemu Czwartkowi: "Tsiknopempti". Pewnie to jedyny czwartek w kalendarzowym roku, kiedy o nadwyżce kalorii i cholesterolu z tłustego, pieczonego mięsiwa, pomyśli niemal każdy... może z wyjątkiem wegeterian, którzy przezornie zamkną się w domu, aby nie czuć "niemiłych" woni unoszących się na każdym kroku.



Zatem w dniu Tsiknopempti do wyboru są: szaszłyki ("kalamakia"), "kotosouvli" (duże kawałki wieprzowiny z rożna), "kokoretsi" (podroby jagnięce z rożna zagrabnie owinięte flaczkami), prosiak pieczony, schabowy smażony lub z rusztu, a adresatem najcichszych westchnień są "paidakia", czyli pieczone żeberka jagnięce. 



W Tsiknopempti każda szanująca się szkolna rada rodziców musi zarganizować na boisku szkolnym porządny grill. Uczniowie cieszą się, że będą mogli kupią sobie chrupiącego szaszłyka skropionego sokiem z cytryny w zestawie z kromką świeżego chlebka za symboliczne euro, tracąc przy tym jedną lub dwie z ostatnich lekcji. Dorośli, czekają zazwyczaj do wieczora. Nie stanowi to jednak przeszkody, żeby wstąpić na jednego "souvlaka", który przecież jest okrzyknięty daniem narodowym, a dokładniej symbolem greckiego fast foodu. 



Oczywiście kryzys zrobił swoje również w kwesti Tsiknopempti. Za dobrych czasów, czyli "przed", wychodziło się jak jeden mąż do restauracji lub do tawerny. Lokale pękały w szwach, stoły uginały się od mięsiwa wszelkiego rodzaju, a wino płynęło potokami. Obecnie wiele osób już na to nie stać, a nawet jeśli nawet stać to wybiera się tańsze zestawy w miejsce króla uczty: żeberek jagniecych za jedyne 20 euro za kilogram. Zamiast wyjścia do lokalu kryzysowi Grecy organizują sobie zdecydowanie bardziej ekonomiczny wariant: grilla w przydomowym ogródku. Komu nie chce się bawić w rozpalanie ognia, ten musi zadowolić się po prostu tanim, tradycyjnym smażonym schabowym (zawsze bez panierki, której Grecy nie preferują) pamietając, by wyłączyć wyciąg kuchenny, a mięsko dobrze przyrumienić, tak aby w każdym domowym kącie można było poczyć zapach "tsikny".




Na koniec warto wspomnieć o symbolice tego zwyczaju. Po pierwsze ma on swoje głębokie korzenie w czasach starożytnych. To wtedy Grecy i Rzymianie ogranizowali huczne uczty na cześć Dionisosa (rzymskiego Bachusa), które miały zapewnić odrodzenie się przyrody z nadejściem wiosny oraz obfite plony w danym roku. Chrześcijańskie prawosławie natomiast na taką mięsna ucztę wybrało czwartek z końca karnawału, gdyż środy i piątki są dniami ścisłego postu. Ciekawostką jest, że prawosławni celebrują w tych dniach Przedpoście - okres trzech tygodni, kiedy panuje złagodzony post przed wejściem w... Wielki Post. Kościół zachodni natomiast zniósł Przedpoście w 1969 roku reformami papieża Pawła VI. Pewnie to jest przyczyną dlaczego nie obiły nam się o uszy nazwy jego kolejnych niedziel: Starozapustna, Mięsopustna i Zapustna. Tłusty Czwartek wypada (i w Polsce i w Grecji) w tydzień "mięsopustny". Jest to znak, że powoli trzeba pożegnać wszelkie mięsiwa, a w ostatnim tygodniu Przedpościa i karnawału wolno nam spożywać lżejsze białko zwierzece np. sery... ale to już całkiem inna historia związana z nastepnym tygodniem, który w słonecznej Helladzie nazywa się Tygodniem Serowym :-)

środa, 23 listopada 2016

Jaskinia Melidoni

Ktoś kiedyś trafnie napisał, że “Kreta stoi jaskiniami”. Miał całkowitą rację. Na Krecie jest ich całe mnóstwo: większe i mniejsze groty rozrzuconone są od pogórza po wyższe partie imponujących, kreteńskich gór. Podobno można doliczyć się ich aż 4500, a nawet 5000. 

Najsłynniejsze kreteńskie jaskinie związane są z postacią samego Zeusa i za jego sprawą odwiedzają je całe rzesze turystów. Pierwsza z nich to jaskinia Dikejska, położona w masywie Dikti na wschodzie wyspy. Druga nosi nazwę Idajska, również od nazwy masywu. Mowa o znajdującym się w centrum wyspy masywie Psiloritisa, zwanym w starożytności Idi, jak również Ida. Powołując się na grecką mitologię, w pierwszej jaskini narodził się, a w drugiej wychowywał, najważniejszy z dwunastu bogów greckiego Panteonu. Ich mrok, rzeźba stalagmitów i stalaktytów, dziwne odgłosy echa zapewne pobudzały wyobraźnię i budziły respekt. Gdzie jak nie w jaskiniach, ludzie epoki kamienia łupanego, brązu i żelaza mieliby czcić swoje bóstwa. Nic dziwnego, że wiele jaskiń było ściśle wplecionych w życie mieszkańców Krety - począwszy od okresu neolitu, wtedy gdy pierwsi ludzie przybyli na wyspę. To w ich skalnych "trzewiach" zachowało się bezcenne świadectwo dawnych epok, które archolodzy wciąż wydobywają na światło dzienne. 





Jednakże jaskinie były równie często świadkami lokalnej historii w mniej odległych czasach, niejednokrotnie pełnej martyrologii. To w nich właśnie szukano schronienia przed różnymi najeźdźcami nawiedzajacymi Kretę. W szczególności wiele takich przypadków odnotowano w czasie trwania okupacji osmańskiej. Gdy przez jakiś region przechodziły oddziały tureckie, kreteńscy cywile szukali bezpiecznej kryjówki, aby uniknąć represji, a nierzadko i śmierci. Można usłyszeć tysiące przekazów o takich nieudanych próbach, kończących się wymordowaniem wszystkich ukrywających się w grotach osób, których większość stanowiły bezbronnych kobiety, starcy i dzieci. Taką historię opowie nam również imponująca grota w Melodini, położona zaledwie 28 kilometrów od malowniczego Rethimno.




W październiku 1823 roku, gdy całą wyspę dwa lata wcześniej objęło powstanie antytureckie, w grocie Melidoni ukryło się około 370 osób, wśród których było tylko 30 powstanców broniących jej wejścia. Turcy jednak wpadli na ich trop. Ich przywódca, Hussein Beis, obiecując, że daruje wszystkim życie, zażądał, aby się poddali. Jednak Kreteńczycy nie chcieli tego zrobić - tym bardziej, że takie same zapewnienia nie zostały dotrzymane w podobnej sytuacji, gdy inna gromada kreteńskich wieśniaków ukryła się w jaskini Milatou. Wtedy Osmanie posunęli się do najczęstszej praktyki: zaduszenia ludzi dymem. Wejście do jaskini zamurowano zostawiając tylko małe otwory. Nieopodal rozpalono duże stosy suchych gałęzi, polano je oliwą, a dym kierowano ku grocie. To czego nie zrobiły kule i noże turecki, tego dokonał gęsty, duszący dym. Po trzech miesiącach spędzonych w czeluściach groty, rychło nadszedł męczeński koniec.



Pamiątką tego smutnego wydarzenia – podobnego do dziesiątków innych - jest wspólny grób, znajdujący się w centralnej komnacie groty, zwanej Salą Bohaterów. W Grecji miejsca takie są święte, czczone jako symbol oporu narodu i jego uporu w walce o wolność oraz uwolnienia się spod obcego jarzma. Można śmiało stwierdzić, że jaskinia Melidoni jest jednym, wielkim pomnikiem pamięci narodowej dla Krety, a nawet całej Grecji. Przypomina pokoleniom, że Kreta nie zawsze była wyspą beztroskiej wakacyjnej atmosfery, ale miejscem bezustannych zrywów narodowo-wyzwoleńczych. Gdy będziecie tu pod koniec stycznia, w rocznicę wydarzeń z 1824 roku, jaskinia Melidoni wypełni się flagami greckimi, wieńcami i cienkimi świeczkami zapalanymi według prawosławnego obrządku dla zmarłych. Zbiorowy sarkofag ze szczątkami bohaterów otoczą przedstawiciele lokalnych władz, osobistości lokalnej społeczności oraz liczni Kreteńczycy, których sprawy ojczyzny leżą na sercu.

Obchody ku pamięci zamordowanych w 1824 roku. Źródło: http://www.ekriti.gr

Jaskinia Melidoni podobnie jak stary człowiek przechowuje w czeluściach swojej pamięci wiele przeróżnych historii oraz tajemnic. Nic dziwnego, że inna, budząca respekt nazwa jaskini to Gerondospilios, czyli Jaskinia-Starzec. Jakby tego było mało swojego czasu nazywano ją również Tallaeum Antrum: Pieczarą Talosa. Mityczny Talos był gigantem ze spiżu, obrońcą Krety za czasów króla Minosa, który właśnie grotę Melidoni obrał sobie za swój dom... ale to już całkowicie inna historia...