niedziela, 25 października 2015

Na szczyt

Co urzeka nas, Polaków, w kreteńskim krajobrazie? Pewnie to, czego nie możemy mieć będąc w naszym kraju: gór nad morzem, albo morza przy górach. Wszakże niesamowitym doznaniem jest kąpiel morska z widokiem na panoramę górską, która nawet przez kilka miesięcy może bielić się od śniegu! Lub sytuacja zgoła odwrotna - podziwianie bezkresu morza (często nawet dwóch: Kreteńskiego i Libijskiego) ze szczytów górskich, będącymi prawdziwymi balkonami wyspy.

Południowe wybrzeże. Wenecka twierdza w Frangokastello nad Morzem Libijskim. W tle Białe Góry.

Zapewne ktokolwiek postawi nogę na Krecie, od razu, i chcąc nie chcąc, skieruje swój wzrok w głąb wyspy. To tam, w całkiem małej odległości od linii brzegowej, znajdują się dość pokaźne góry. Pokrywają one wraz z terenami podgórskimi aż 70 procent powierzchni lądu! Najwyższy wierzchołek, Psiloritis, ustępuje naszym Rysom tylko o 50 metrów! Trzy łańcuchy górskie Krety - Białe Góry, Psiloritis (Idi lub Ida) i Dikte - przeorane są licznymi wąwozami i jarami, ozdobione jaskiniami, a od listopada po koniec kwietnia, również bielutkim śniegiem. 

środa, 30 września 2015

Latarnia morska - Faros

Jedna z najstarszych zachowanych latarni morskich w basenie Morza Śródziemnego, a być może i na świecie. Latarnia, która nigdy nie miała swojego latarnika. Jej smukła sylwetka nieprzypadkowo przypomina minaret. Czas i czasy nie zawsze obchodziły się z nią łaskawie. Na przestrzeni pięciu wieków swojego istnienia doświadczyła naprawdę wiele. Okresy świetności przeplatały się z momentami całkowitego spustoszenia i zapomnienia. 



Po grecku na latarnię mówi się "faros" (gr. φάρος - latarnia), co nawiązuje do egipskiej wysepki Faros, na której w starożytności znajdował się  jeden z siedmiu Cudów Świata: aleksandryjska latarnia morska z Faros. Co ciekawsze, słowo "faros" występuje do dnia dzisiejszego w kilku współczesnych językach europejskich: "faro" - w języku hiszpańskim i włoskim, "phare" - we francuskim, "farol" - portugalskim, "fyr" - norweskim i duńskim, a w rosyjskim - "фара").

wtorek, 25 sierpnia 2015

Strażnicy sjesty

Godzina 14.00 z minutami. Gorąco sięga zenitu. Poranny uliczny ferwor powoli zamiera, jakby pochłaniany przez tężejące w ukropie powietrze. Nie jest to czas, gdy ktokolwiek ma ochotę wyjść na zewnątrz. Kosztuje to człowieka zbyt dużo wysiłku i cennej energii. 
Urzędy, banki, szkoły, przeważająca część sklepów i prywatnych firm niebawem zamknie swoje podwoje - nierzadko z głośnym łoskotem zasuwanych przeciwsłonecznych okiennic i markiz. Kto musi, zostaje w biurze przy drugiej szklance mrożonej kawy i klimatyzacji pracującej na pełnych obrotach. Większość ludzi jednak jest już myślami przy zastawionym obiadem stole i przy popołudniowej relaksie. Trzeba dobrze odpocząć by wraz z zachodem słońca ponownie otworzyć handlowe i usługowe biznesy, gdy  ulice znów zapełnią się ciżbą przechodniów. 

Cykady wypełnione słońcem w czasie godzin sjesty.